O świecie bez zazdrości

Dzisiaj trochę o zawiści i tym jak sobie z nią radzić.

Koncepcja “pomieszczania”. Kosmopolityzm i socjalizm jako sposoby na zawistne emocje.

Cytaty pochodzą z książki “Czując. Rozmowy o emocjach” Agnieszki Jucewicz, spisu wywiadów z psychoterapeutami, psychologami i innymi specjalistami od ludzkich emocji.

Wyobraża sobie pani świat bez zazdrości?
To hipisowska iluzja. „Nie znaleziono kultury, w której nie ma zazdrości. Miejsca takie istnieją jedynie w romantycznej wyobraźni optymistycznych antropologów” – pisał David M. Buss, psycholog ewolucyjny. Zresztą znana antropolożka Margaret Mead w wieku lat trzydziestu uznała zazdrość za „niepożądaną, jątrzącą się ranę w każdej cierpiącej osobie, nieskuteczną, negatywistyczną postawę, która bardziej przeszkadza, niż pomaga w osiągnięciu jakiegokolwiek celu”. Sugerowała, że aby się jej pozbyć, należy zamieszkać w jakimś kosmopolitycznym mieście – Londynie albo Nowym Jorku. Dobrym rozwiązaniem był według niej również socjalizm.


Co może zrobić ktoś, kogo zazdrość czy zawiść męczą nie na tyle, by mu dewastować życie, ale jednak męczą?

Warto wzmacniać w sobie umiejętność myślenia o uczuciach. W optymalnym scenariuszu tę umiejętność pomagają nam kształtować od małego dorośli – nazywając jakieś uczucia, rozmawiając z nami o nich, tłumacząc je. W jednej tradycji to się nazywa mentalizacją, w tej, w której ja pracuję – pomieszczaniem, co polega na tym, że buduje się w głowie takie „pomieszczenie”, w którym można myśleć o uczuciach. Niektórzy tego „pomieszczenia” nie mają. Pojawia się jakiś impuls i zanim zdąży dojść do głowy, jest natychmiast przekładany na działanie. Inni, czując coś, od razu przerzucają to do ogródka sąsiada: „To nie moje”.

I to miejsce w głowie jest bardzo potrzebne. Nie wymaże tego, co się czuje, ale złagodzi dolegliwości, które z tym uczuciem się wiążą.